Cuda z Facebook’a

 

 

Podejmujesz decyzję lub życie zdecydowało za Ciebie – będziesz mieć dziecko!

Reklamy informują Cię, że zawsze jest uśmiechnięte, każdy bobas jest piękny i zdrowy, a jak dorośnie nie sprawi żadnego kłopotu: będzie tylko pociechą i poda szklankę przysłowiowej wody na stare lata, a może nawet i herbaty zaparzy, jak się zagalopuje.

Każdy powie Ci, że macierzyństwo, tacierzyństwo, jest lukrem opływające, a chwile z dzieckiem są najwspanialszymi pod słońcem i już nawet nie chce się pamiętać życia sprzed. Facebook i inne portale społecznościowe Cię jeszcze w tym utwierdzają, bo przecież zdjęcia koleżanek i kolegów, bliższych, dalszych czy też tych, których tylko przyjmujesz do grona znajomych, bo wydawali się sympatyczni, nie mogą kłamać. Zdjęcia spełnionych matek i dumnych tatusiów dumnie prężących swą pierś aż krzyczą ROZMNAŻAJ SIĘ!!! Na co czekasz? Idziesz do centrum handlowego, a tam witryny pełne boskich zabawek i przepięknych ciuszków. Aż się chce mieć dzieci. Kto by nie chciał. Sam miód. Kwiatki. Niebieski. I róż.

I w końcu nadchodzi ta chwila. Rodzi się Twoja wyczekiwana dziecina…

Tylko nie zawsze coś pachnie, jak w reklamie. Więcej! Okazuje się, że może tak „pachnieć“, najczęściej w najmniej oczekiwanym i spodziewanym momencie. Nagle to dziecko wcale nie śmieje się do Ciebie z uwielbieniem przez 24 godziny na dobę. Okazuje się, że nawet ząbkuje i to wcale nie bezboleśnie, a wszystkie cudowne żele z reklamy z dziećmi o białych, słodkich ząbkach, nieszczęśliwie nie mają mocy sprawczej nad Twoją dzieciną. Nagle przestajesz sypiać. Tylko dlaczego nikt o tym nie wspominał? A może wspominał, ale jakoś to wspomnienie przysłonił obraz uśmiechniętego malucha z reklamy?

Nikt nie mówił, że dziecko może chorować.

Nikt nie mówił, że na początku ciężko będzie żyć, jak kiedyś. Poświęcić się swojemu hobby. Swoje potrzeby schować nieraz głęboko i tęsknie o nich myśleć.

Siedzisz przed komputerem, oglądasz te wszystkie piękne zdjęcia z sesji noworodkowych i zaczynasz się zastanawiać czy to jakiś spisek? Później dochodzisz do wniosku, że to tylko Ty masz złe chwile. Tylko Ty masz dni, kiedy masz ochotę walić głową w kierownicę na światłach w akompaniamencie rozdzierającego krzyku dziecka, dobiegającego z tylnego fotela auta. Tylko Ty podskakujesz, jak oparzona/y, gdy usłyszysz w nocy płacz dziecka (a przecież miało już przesypiać całe noce!). Tylko Ty się denerwujesz i masz ochotę czasem włożyć buty (w przypływie większego wzburzenia, buty nawet skłonna/y jesteś pominąć) i wyjść. Bez celu. Bez zobowiązań. Tak po prostu. No, ale nie możesz. Ktoś tam czeka. Chce miłości, bez względu na to, jak jesteś niewyspana/y. Chce mleka. Całusa. Chociaż czasem masz ochotę przytulić tylko siebie. Tylko siebie utulić. Ale, jak do cholery objąć się skutecznie?

Jedna matka drugiej daje, jak na tacy gorące i pewne na stówę rozwiązania. Tylko jakoś w Waszym wypadku nie działają i już. Dziecko, jak waliło w pieluchy, tak wali dalej. Nocnikiem rzuca o ścianę, ewentualnie wrzuca do niego piłeczki lub kwiatki, które „przesadzi“ z doniczki.

Jak często opadają Ci ręce, wiesz tylko Ty.

Jak często masz ochotę rwać włosy z głowy wiesz Ty.

Jak bardzo nie chciałabyś wstawić takiego zdjęcia na Facebook’u, wiesz Ty.

Ale wierz mi, nie tylko Tobie to wszystko się przydarza. Oni też są bezsilni, też chce im się wyć z braku cierpliwości, niewyspania, bezsilności. Nie tylko Tobie. I podobnie, jak Ty, oni również takiego zdjęcia nie wstawią na Facebook’a.

Może nie słuchaj bezkrytycznie tych mądrych rad, tych głosów szepcących Ci do ucha same skuteczne wskazówki. Każdy ma swoje metody. Każdy ma swoje sposoby.

Nie musisz być ideałem.

Nie musisz stawać na rzęsach.

Odpuść .

Zrób coś dla siebie. Też masz potrzeby. To, że są dzieci nie znaczy, że Ty nie jesteś już sobą. Jesteś tym kim kiedyś, tylko wzbogaconym o dziecko i wszystko co z nim przychodzi.

 

Jeżeli ktoś Ci mówi, że po urodzeniu wcale nic się nie zmienia – nie wierz mu!

Jeżeli ktoś Ci powie, że nadal będziesz mieć takie potrzeby i marzenia, jak wcześniej – nie wierz mu!

Wróciłam z wymuszonego spaceru. Odprowadziłam Kaję na lekcje baletu. W szatni okazało się, że na jej naszyjniku, który wymusiła od ukochanej Ciociuni, nie ma sarenki. A była! I o nią właśnie chodziło! Piękna sarenka z oczami Bambi. Znikła! Przepadła, bez żadnego śladu. Nie dynda już radośnie ciesząc oczy mojego dziecka. Sam łańcuszek wiejący pustką. Zerkam na Kaję – oczy, jak spodki, podszyte już wilgocią. Marzenie matki? Znaleźć sarenkę. Zostawiam Kajczyk na lekcji. Szalik szczelniej zawijam na szyi i wracam. Dokładnie tą samą drogą, którą pokonywałam przed chwilą, do samochodu. Tylko wolniej. Krok po kroku. Rozglądam się. Nos przy ziemi. Tropię. Matka zamienia się w wytrawnego tropiciela. Wchodzę na ludzi. Szukam. Święty Antoni – patronie rzeczy zaginionych, hilfe! W głowie marzenie. Na wyciągniętej dłoni trzymać sarenkę po tej lekcji baletu…

I co? Nie zmieniło mi się nic? Nie wolałam posiedzieć na kawie w ciepłej knajpce w oczekiwaniu na koniec lekcji, radośnie machając nóżką pod stolikiem i czytając książkę? Nie. Kiedyś pewnie bym wolała. Dziś nie. Wolałam zobaczyć rozjaśnioną uśmiechem twarzyczkę córki niż w spokoju siorbać kawę.

Nic się nie zmieniło? – Zmieniło się wszystko!

Nie wierz im!!!

Zmieni się bardzo wiele. Będziesz musiał/a się podporządkować, ułożyć trochę życie na nowo. Nie wszystko będzie Ci się podobało. Wiele Cię rozczaruje. Przygotuj się na to. Chociaż nie wiem czy to możliwe. Miej zatem chociaż tego świadomość.

Nie tylko róż i cukiereczki, słodkie uśmieszki i guganie. Macierzyństwo/tacierzyństwo to wspaniałe role, ale i niezła harówa. Kiedyś nieprzespane nocki będziesz wspominać z sentymentem. A może wcale nie? Może tak bardzo potrzebujesz snu, że już zawsze będą kojarzyć Ci się źle. Teraz mogą przyprawiać Cię o drgawki i stany lękowe, nie mówiąc już o morderczej żądzy krwi, gdy z Morfeuszem znowu randka skończyła się fiaskiem dzięki małemu ssakowi, który domaga się Twojej uwagi/poduszki/posmyrania/zaśpiewania mu do snu o trzeciej w nocy. Będziesz wszystko organizować tak, żeby to miało ręce i nogi, żeby wykraść (tak, tak na początku będzie to kradzież) czas dla siebie.

Sądzisz, że przy drugim i kolejnym dziecku jest już lżej, bo wszystko się już wie. Wyprowadzę Cię zatem z błędu. Wiesz, jak przewijać pieluchy, wiesz co to trzydniówka i mniej więcej, wiesz, jak dostosować ubranko do pogody, ale nie wiesz jeszcze, jak ułożyć plan dnia, żeby zgrać drzemkę nowego potomka z zajęciami dodatkowymi starszego.

Uczysz się od nowa. Zabawę czas zacząć od początku. Układasz na nowo klocki, które już nie pasują w miejscach, gdzie były uprzednio.

Do biegu, gotowi! Start!

Z każdą kolejną sztuką ilość pracy, prania, przeczytanych bajek, uprasowanych spodenek, podtartych pup wzrasta. To się nie kurczy. Tego przybywa. Kurczy się tylko czas. Ten dla Ciebie i Twojej drugiej połówki zwłaszcza. Wykonujesz jedynie szybciej pewne czynności, mechanicznie i na sto procent zwiększa Ci się refleks – jesteś w stanie złapać szklankę pełną wody (wersja optymistyczna) zlatującą ze stołu, ale nie nastawiaj się na to, że zawsze będzie to woda, a nie np. sok z marchwi, albo nie daj Boże, Twoja kawa!!! Nie nastawiaj się też na to, że na pewno ją złapiesz 😉

Czasem masz się za zupełne dno. Za najgorszą matkę. Żonę. Męża. Ojca. Gapisz się na te radosne foty na Facebook’u z kołtunem na głowie i obraz zaczyna Ci się zamazywać. No cholera, dziś to tak nie potrafisz! Ugotuj, popierz, poprasuj, zabaw i poustawiaj do zdjęcia, żeby uśmiechnięte były, a nie zabeczane.

Spójrz w obiektyw!

Tutaj!

Popatrz co mamusia ma!

Nie, nie !

Nieeeee płacz…

Chcesz widzieć, jak zgodnie bawi się to rodzeństwo. Jak pięknie się sobą zajmują, w końcu ta pani w telewizji mówi, że wszystko da się zrobić, wystarczy odpowiednio używać karnego jeżyka. A tu nie! Jak na złość! Dziś walą się po głowach i jedno drugiemu prawie wydłubało oczy długopisem. Długopisem w kolorze różu… Róż…faktycznie. Sam róż!

I kiedy już tak masz dość wszystkiego. Nie masz siły. Wszystko jest bez sensu. Ty jesteś najgorszą matką z możliwych, bo puściły Ci nerwy i wydarłaś się, jak lew na wybiegu, podchodzi do Ciebie ten maluch z umazaną buźką i daje buziaka w cudem uchowaną w czystości tego dnia bluzkę. Dlaczego w bluzkę? W serduszko chciał dać… I świat jakiś lepszy. Mimo plamy. Mimo brudnej (znowu! bluzki).

Kiedy padasz po pracy bez siły na kanapę, a Twoje dziecko woła „tatusiu poczytaj mi bajkę“, ale Ty tak nie masz siły. Nie masz nawet ochoty włączyć telewizora, w końcu zniechęcony idziesz. Człapiesz właściwie. Żeby już się uspokoiło, zasnęło, dało wytchnąć… Zaczynasz czytać… I widzisz te oczka wpatrzone w baśnie. Słyszysz te pytania stawiane mądremu, najmądrzejszemu tatkowi na świecie, czujesz się taki… zmęczony? Nie, już nie. Taki ważny, potrzebny. Zasypiacie razem. A żona znajduje Cię w małym łóżeczku z dzieckiem i książką na twarzy.

Rodzicielstwo to nie tylko słońce, ale też chmury. Ważne, żeby lubić każdą pogodę, albo przynajmniej mieć świadomość, że po burzy przychodzi spokój. Nie słuchać, że nie dajesz sobie rady. Nie porównywać się z uporem maniaka do innych. Ludzie na Facebook’u też pewnie jeżdżą na wakacje tyle razy w roku, co i Ty, ale wstawiają tylko te dobre chwile. Zdjęcia tylko te, na których wyszli korzystnie, a ich dzieci płaczą tak samo, jak Twoje.

Ale przygotuj się, że i Ty będziesz szukać tej sarenki… i nie będzie to dla Ciebie niedogodność. Nie pędź do salonu samochodowego po obejrzeniu reklamy samochodu, w którym dziecko chce podróżować, jak najdłużej. Prawda, jest taka, że po pół godzinie (przy dobrych wiatrach) usłyszysz „daleko jeszcze?“ (a jedziesz np. nad morze). Nie łudź się także nadzieją, że to jedyne „daleko jeszcze“, które usłyszysz podczas tej drogi. Przyjmij dziecko z całym dobrodziejstwem inwentarza. To inny człowiek. Odrębny. To nie Ty!

 

Nie maluj sobie obrazu zalanego słońcem, zanim nie zobaczysz swojego, ofiarowanego Ci przez życie. Zobacz, jaki obraz zastaniesz, a później, jeśli będzie za ciemny, spróbuj domalować na nim słońce i go rozjaśnić.

Jeśli zechcesz. Za chmurą, za lasem, słońce w pełni.

Wybór należy do Ciebie. To Twoje życie. Twój obraz. Nie musisz się śpieszyć.

Nie wierz im!

Nie wierz mnie!

Nie wierz Facebook’owi!

 

Uwierz w siebie!

 

 

 

DSC_0747

DSC_0906

DSC_1463

DSC_1447

DSC_1441

DSC_1408

DSC_0091

DSC_0094

DSC_0088

DSC_0071

DSC_0040

DSC_0036

DSC_1361

DSC_1337

DSC_1315

DSC_1302

DSC_1297

DSC_1275

DSC_1241

DSC_1237

DSC_1222

DSC_1212

DSC_1176

DSC_1169

DSC_1161

DSC_1156

DSC_1150

DSC_1140

DSC_1130

DSC_1122

DSC_1119

DSC_1108

DSC_1107

DSC_1085

DSC_1082

DSC_1062

DSC_1057

DSC_1044

DSC_1026

DSC_1023

DSC_1006
DSC_0981

DSC_0971

DSC_0961

DSC_0957

DSC_0925

DSC_0915

DSC_0911

DSC_0832

DSC_0885

DSC_0870

DSC_0855

DSC_0822

DSC_0806

DSC_0790

DSC_0769

DSC_0759

DSC_0752

DSC_0739

DSC_0738

DSC_0732

DSC_0730

DSC_0728

2 komentarzy

  1. Magda 1 rok temu

    Uwielbiam Cię !!!!

    • Aga Autor
      Aga 1 rok temu

      Madziu ;)))) Takich komplementów to jam niegodna 😉 DZIĘKUJĘ ;*

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*