Serca bicie

I mam! Mam, mam, mam. Mam co chciałam. Powinnam się teoretycznie cieszyć i nie cieszę się wcale! Czekałam, czekałam, aż się doczekałam. Teraz czekam nadal. Wakacje z czwórką Dzieci (calutkie dwa miesiące od rana do nocy), to często czyste szaleństwo i nie przesadzam wcale (kto przeżył ten wie). Ale byłam cierpliwa (dobra, nie zawsze). W głowie malowałam już sobie obrazy, pięknymi kolorowymi farbami. Ja plus ulubiony kubek z herbatą (zieloną) plus książki (w ilości sporej) plus to, co muszę ogarnąć codziennie (ale na początek tak delikatnie, żeby się nie przemęczać, bo w końcu przeżyłam wakacje dość absorbujące. Coś się od życia należy każdemu. Usprawiedliwiona zatem będę zaniedbując z premedytacją kilka niecierpiących zwłoki spraw). Sielski anielski obrazek. Zero wyrzutów sumienia, bo przecież te moje Dzieci nie zostają z domu wygonione, przegnane, a pójdą tylko zdobywać wiedzę, pójdą się rozwijać, kształcić. O to w tym chodzi. Taka kolej rzeczy. I zapiszę Je jeszcze na kilka zajęć dodatkowych, przecież żaden to koszt (absolutnie wykluczone!), a jedynie przyjemna inwestycja. Skutkiem ubocznym co prawda będzie Ich dłuższa nieobecność w domu, ale niech już Im będzie, jakoś to zniosę… Do szkoły marsz!

 

I nastąpił ten długo wyczekiwany 1 września.

 

Krótkie apele i do domu. Wiadomo, na żadne szaleństwo się tego dnia nie nastawiałam. Rozwiozłam towarzystwo, po chwili przywiozłam. Poczekam jeszcze. Od jutra wprowadzam mój plan w życie. Jeszcze będzie kolorowo wg mojej palety barw. Jeszcze chwila…

 

2 września.

 

Poszły. Wszystkie trzy. Grzecznie pomaszerowały. Nawet parę razy się wzruszyłam. Jaka Ona już duża. Pierwsza klasa. Jaki On wielki. Już czwarta. A Ten, dopiero co trzymał się spódnicy maminej, a już, nie wiem nawet kiedy, stał się dumnym średniakiem. To już nie grupa maluchów. Jest awans społeczny. Jest matka dumna, jak paw.

 

I wtedy to się stało… Już wtedy wiedziałam, że coś mnie ukłuło. Jeszcze nie wiedziałam dobrze, gdzie mnie dopadło, ale że już, to wiedziałam na pewno. Nie dopuszczałam tej myśli do siebie, elagancko ją ignorując i udając, że jej wcale nie dostrzegłam. Podskakiwać trzeba! Cieszyć się! Kolory! Książki! Recenzje! Oddech! Czas wolny! Niedojedzone posiłki, nieprzeczytane lektury, ciągła gotowość do podania picia/jedzenia/papieru toaletowego/misia, odeszła sobie razem z Nimi. Do szkoły. Do przedszkola. Została jeszcze w domu Mała Stu, ale to już opanuję. W końcu w pakiecie z Nią dostałam też sprzymierzone siły: sympatyczne drżemki (długie), brak fochów i uśmiechy ku pokrzepieniu serc.

 

Wracam radośnie do domu. Plan lekcji Lisiątek jakiś nie taki. Jedno kończy o tej godzinie, drugie o zupełnie innej. To nic! Przyjadę raz jeszcze. Przyjeżdżam. Trzecie odbiorę przy okazji. Po obiedzie będzie, nawet w garach nie postoję. Dobrze jest! Zmiana godzin obiadu… To nic! Poczekam. Niech spokojnie zje. Czekam, czekam… Niejadek w końcu… Czekam. Pół godziny. Moje pół godziny. Moje książkowe pół godziny! Doczekałam się w końcu. Szanowny Niejadek wychodzi ubrudzony po uszy (buraczki były, a jakże, nowa bluzka też była kiedyś biała). Biorę gromadę na pakę. Wchodzę na chwilkę do domu. Siku, pić daj, misia też. Za godzinę balet! O zgrozo! Jak to możliwe?! Gdzie ten oddech? Ten spokój? Targam gromadę z powrotem do karocy. Czekam, aż łaskawie wsiądą. Czekam aż przestaną się targać za włosy, kiedy stoimy w korku. Kiedy zasłaniają mi oczy na światłach już nie czekam. Wrzeszczę. Kiedy pytają sto razy “długo jeszcze?” czekam. I nawet teraz, pisząć tego posta czekam. Czekam aż skończą się zajęcia baletu (wiem sama sobie jestem winna, sama zapisałam).

 

Czekam, czekam, czekam…

 

Rodzicielstwo to ciagłe CZEKANIE. Oczekiwanie na pierwszy ruch Dziecka w łonie matki, czekanie aż w końcu Je zobaczymy, czekanie na pierwszy ząb, krok, słowo, uśmiech, gest. Czekanie aż przestanie moczyć nam bluzkę łzami, jak grochy, przy pożegnaniu w drzwiach przedszkola. Czekanie z lornetką pod oknami przedszkola podczas pierwszych dni (wiem, nie jest to normalne, ale miał salę na parterze, więc żal było nie skorzystać). Czekanie aż nauczy się, jaka jest różnica między literką W, a M (przyznaję się, przyspieszam czasem proces czekania niewielkim przekupstwem).

Czekałam w wakacje na rok szkolny. Teraz znów czekam…na wakacje.

 

To ukłucie jednak trafiło celnie, tam gdzie myślałam, ale przyznać się przed sobą nie chciałam (oj, głupia ty, głupia!). Prosto w serducho. Zidentyfikowałam obiekt. To utajniona tęsknota matki Kwoki była. I teraz tam już się dobrze zakorzeniła, zadomowiła i rozrasta się bezwstydnie. Tęsknię! Tęsknię niesłychanie! Za tym naszym lenistwem wakacyjnym, bez pośpiechu. Za Nimi tęsknię szalenie. Za tym śmiechem i za tym ciagłym gadaniem, jednego przez drugie. I dobrze wiem, co to za tęsknota. To ta która ma ukryte dno. To ta która jest zapowiedzią tej większej. To ta podszyta strachem. Pojawia się zwykle w momentach samodzielności Lisiątek. Z jednej strony się cieszę i dumna jestem niezmiernie, że się rozwijają, rosną. Z drugiej strony, myślę sobie, ale już są duże. Kiedyś mnie nie bedą już potrzebowały. I choć to samobiczowanie (bo przecież tak powinno być i jest nie od dziś), to nie poradzę nic już na to, że do takiej kategorii ludzi należę, którzy sobie za daleko potrafią zwizualizować życie. Wiem, że kiedyś tęsknić będę bardziej, mocniej i dłużej. Słyszałam, że Dzieci zmieniają nasze życie, bardziej niż my Ich. I najszczersza to prawda, choćbym udawała, że wcale tak nie jest.

 

Czekamy, żeby te Dzieci urosły i dały nam trochę oddechu i spokoju. A okazuje się, że jak już Ich nie ma obok, to oddycha sie jakoś ciężej. I powietrze też nie to. Okazuje się, że oddycham, gdy są obok. Kiedyś założę sobie pompę tlenową, żeby dotrwać do Ich kolejnych odwiedzin. Teraz czekam sobie nadal. Nie na to aż opuszczą nasz dom, ale na te wszystkie chwile razem, które mam nadzieję przed nami. I czekam nawet na to czekanie na Nich. Czy to pod drzwiami baletu, podgladając przez szparę i próbując wcisnąć w nią telefon, żeby zrobić niepostrzeżenie zdjęcie latorośli. Czy też pod drzwiami przedszkola ciesząc się na myśl, że zje może tym razem bez plucia czy pawia. Czy na treningu piłki nożnej, patrząc w napięciu czy strzeli gola, czy tylko kogoś sfauluje. Mam na swoim koncie naprawdę sporo spektakularnych oczekiwań związanych z Lisiątkami (ostatnie większe było trzygodzinne pod szkołą, w upał ze Stellą na ręce. Autobus, którym Dzieci miały jechać na wycieczkę cofnięto z powodu jakiejś wady, więc czekałam na kolejny, żeby sprawdzić czy ten będzie w porządku. Dobra, przyznam się, chciałam też Mu bardzo pomachać). I może sobie ktoś powiedzieć, że to strata czasu, ale ja wiem jedno. To nasze życie i czekając daję jasny komunikat. Kocham. Jestem. Będę. Jasne, że czasem mam dość i zachodzę w głowę, po co mi to było? Co ja narobiłam! Ale to trwa tylko chwilę. Wystarczy uśmiech, buziak, gest i siła wraca. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że ze zwielokrotnioną mocą.Tyle akceptacji, ile dostaję od Dzieci, nie dostałam i nie dostanę nigdy od nikogo. Kochają po prostu, nie za coś. I dlatego mogę Im podarować to moje czekanie.

 

Czekam sobie zatem, czekam z różnym natężeniem cierpliwości i spokoju, a serce póki bije, będzie pulsować w rytmie OCZEKIWANIA

 

 

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

DSC_1540

6 komentarzy

  1. Edek 2 lata temu

    ” Kochają po prostu, nie za coś” – to jest najważniejsze w relacji rodzic-dziecko, ale chyba coraz trudniejsze w dzisiejszych czasach. Wymaga to od nas, rodziców, dużej mądrości.

    • Aga Autor
      Aga 2 lata temu

      Zgadza się. I taką mądrość chciałabym posiadać.

  2. Lis 2 lata temu

    a ten słony precel z nutellą, to na podkreślenie tych „mieszanych uczuć”? ha ha

    • Aga Autor
      Aga 2 lata temu

      słodko-gorzki.. Sprzeczności to cała ja przecież. Nie wiesz?

  3. Mala Mi 2 lata temu

    A ja caly ten post czekalam razem z Toba!

    • Aga Autor
      Aga 2 lata temu

      Nie dziwię się wcale… Takie napięcie, że szok! hahaha

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*